piątek, 28 marca 2014

Zielonooki potwór - czyli historia o kozie

     Mowa o zazdrości... Bywa niszczycielska ale czasem mobilizuje do działania. Ja pozazdrościłam bohaterce jednego z artykułów w ostatnim MM elektrycznej kozy.
     Z pewnych powodów w naszym domu nie było możliwości zainstalowania ani kominka, ani wyżej wymienionej. Elektryczna atrapa wydawała się być rozwiązaniem idealnym, zatem rozpoczęłam poszukiwania. Wstyd się przyznać, ale w kwestii zakupów zawsze byłam impulsywna i po dziesięciu minutach znalazłam coś co odpowiadało mi zarówno wizualnie jak i pod względem finansowym. Przyznaję nie wykosztowałam się zbytnio, ale za to jaki efekt ...

I na dodatek dogrzać się można, kiedy nie chce się napalić w piecu.
    Apropos zieleni, to odkryłam niespodziewanie, że uwielbiam ten kolor i sądzę, że pozostanie ze mną na dłużej. W związku z tym do domu wkradają się powoli zielone akcenty.



       Ciągle łapię się na tym, że zawsze zapominam sfotografować przemiany mebli (wszystko co białe miało ze mną do czynienia), moje wytwory szydełkowe, dziergane, szyte, malowane albo samodzielnie skonstruowane i dlatego przedstawiam plątaninę nitek, która wkrótce stanie się pledem z zielonym (a jakże) akcentem.
     W związku ze zmianą kolorystyki, w następnym poście mała rozdawajka. Pozdrawiam i do miłego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz